Radość zamiast protestów
Znicz dotarł do miasta igrzysk. Mao Tse-tung z uśmiechem Mony Lizy spoglądał wczoraj z wielkiego portretu na zebrane na placu Tiananmen tłumy witające znicz olimpijski. Tym razem sztafety nie zakłócił żaden protest, bo zakłócić nie mógł.
Nad głowami tłumu wylewającego się ze stacji metra niedaleko placu Tiananmen rozległ się nagle głośny okrzyk. W ułamku sekundy młody mężczyzna rozwinął w powietrzu czerwono-żółty transparent.
Nie była to jednak demonstracja przeciw polityce chińskiego rządu, ale spontaniczna manifestacja radości i dumy młodego patrioty.
– Zhong Guo Jia You! Go China! – wrzeszczał chłopak, a niektórzy przechodnie odpowiadali tym samym. „Zhong Guo Jia You”, czyli „Naprzód Chiny”, to tradycyjna forma dopingu narodowej reprezentacji.
Takich scen było wczoraj wokół placu Tiananmen więcej. Tysiące ludzi przyszły tam w zasnuty mgiełką wilgotnego smogu środowy poranek, by dać wyraz swej dumie i radości z przybycia znicza olimpijskiego do chińskiej stolicy.
Po pokonaniu przez sztafetę zagranicznych odcinków, kiedy podróż zakłócana była przez demonstracje obrońców praw człowieka i zwolenników tybetańskiej niepodległości, w ostatnich tygodniach znicz niesiono przez kolejne prowincje Chin.
Wokół panowała autentyczna, przez nikogo nieinscenizowana euforia. Tysiące ochotników w czerwonych koszulkach z napisem „Sztafeta olimpijska” na plecach machało narodowymi flagami. Ich ubiory ufundowała Coca-Cola (wielkie logo na koszulkach i czapkach z daszkiem). Momentami można było odnieść wrażenie, że jest się na planie filmowym nowej reklamy Coca-Coli.
W patriotycznym uniesieniu wielu ustawiało się w kolejkach przed autobusami organizacji honorowego krwiodawstwa. Do niedawna krwiodawstwo było w Chinach traktowane z podejrzliwością, według tutejszej tradycji bowiem oddawanie krwi było równoznaczne z pozbawianiem się cennej energii życiowej. Jeśli ktoś się na to decydował, to dla pieniędzy lub dla ratowania najbliższych.
Radosnej atmosfery nie mogła zakłócić żadna próba protestu. Młody Chińczyk z wielką torbą przewieszoną przez ramię został na moich oczach błyskawicznie zaciągnięty przez policjanta do radiowozu z zaciemnionymi szybami, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, co właściwie było napisane na transparencie, jaki wystawał z torby.
“Rzeczpospolita”
(Rzeczpospolita)