Polska młodzież starsza od zagranicznej
Piłkarzom brakuje charakteru, siły przebicia, a trenerzy nie są rozliczani z tego, czy zawodnik się rozwija, tylko z wyniku. Dopóki to się nie zmieni, polska młodzież od tej zagranicznej będzie dużo starsza - twierdzi Rafał Ulatowski, asystent Leo Beenhakkera.
We Wronkach zorganizowano konsultację dla młodych zawodników z polskiej ligi, tymczasem przyjechali nawet 24-letni piłkarze. Podoba się panu takie rozumienie młodości?
Dla mnie młody piłkarz to był Wayne Rooney, który debiutując w Evertonie, w meczu z Arsenalem strzelił gola Davidowi Seamanowi. Miał wtedy 16 lat. Tyle samo, co Włodzimierz Lubański, kiedy pierwszy raz zagrał w reprezentacji Polski. Nie wiem, dlaczego teraz nie ma takich zawodników, nie wiem czy winić za to ich samych, czy może trenerów, którzy boją się na nich stawiać. Piłkarzom brakuje charakteru, siły przebicia, a trenerzy nie są rozliczani z tego, czy zawodnik się rozwija, tylko z wyniku. Dopóki to się nie zmieni, polska młodzież od tej zagranicznej będzie dużo starsza.
Denerwuje się pan, gdy słyszy, że tak naprawdę został pan jego asystentem tylko dlatego, że dobrze zna angielski?
Nie przejmuję się tym, bo wtedy przypominam sobie rozmowę z selekcjonerem, w której wyjaśnił mi, dlaczego taką propozycję dostaję ja, a nie kto inny. Powiedział, że mam oczy szeroko otwarte i dobrze odrobiłem swoją pracę domową. To chyba zresztą jedno z jego ulubionych powiedzeń. Nie pytałem Beenhakkera, czy to on mnie chce, czy też jestem na liście PZPN, nie pytałem, kto jest moim rywalem. To nie są rzeczy, na które mam wpływ, a z Beenhakkerem rozmawia się tylko o konkretach i za to go uwielbiam. Kiedy odwołano nam kolejkę ligową, nie załamywaliśmy rąk. Szybko się spotkaliśmy, uznaliśmy, że narzekanie nic nie zmieni, i stwierdziliśmy, iż trzeba zobaczyć tak wiele sparingów jak się da. Jestem przeciwnikiem gdybania w futbolu, nienawidzę tego.
We Wronkach widział pan, jak Beenhakker musiał mówić piłkarzom choćby to, że podając piłkę na pięć metrów, nie warto podawać górą. To chyba wstyd, że tego nie wiedzieli?
To taka „oczywista oczywistość” i rzeczywiście reprezentantów Polski nie powinno się tego uczyć, ale z drugiej strony może i dobrze, że jest człowiek, który nie wstydzi się im tego przypomnieć. Beenhakker mówi, że gdyby Radek Majewski urodził się w Holandii, dziś byłby drugim Rafaelem van der Vaartem… Wydaje mi się, że powoli dojrzewamy, żeby już przestać mówić o konieczności zmiany systemu szkolenia. Trzeba go wreszcie zmienić.
“Rzeczpospolita”
(Rzeczpospolita)