August 7th, 2008 by admin

Szablistka AZS Poznań od dobrych paru lat pnie się w górę w hierarchii tej konkurencji. Ma już na koncie m.in. mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy w drużynie, a także „brąz” MŚ w rywalizacji indywidualnej. W sobotę Bogna Jóźwiak - obok Aleksandry Sochy i Ireny Więckowskiej - będzie jedną z pierwszych naszych reprezentantek, która powalczy o dobre otwarcie pekińskich igrzysk dla ekipy biało-czerwonych.

Świadomość tych kilkunastu milionów kibiców w Polsce, ściskających kciuki za mistrzynie Europy, nie paraliżuje?

Wiemy, że te oczekiwania zostały przez media rozbudzone, choć wcale nie mówię, że… to źle i że dziennikarze winni są naszym stresom. My po prostu staramy się być obok tego. Skupiamy się na walkach, na pilnowaniu każdego trafienia, a efekty przyjdą same. Studzimy w sobie apetyty na medale. W turnieju drużynowym mamy pierwszy mecz z Chinkami, a wiadomo, jak się walczy z gospodarzami… Mnie się natomiast marzy takie otwarcie, jak podczas ubiegłorocznych MŚ w St. Petersburgu. Tam pierwszego dnia zdobyłam medal indywidualnie. Jak widać, nie czuję specjalnej presji z powodu inaugurowania startu Polaków na tej olimpiadzie.

Jak z aklimatyzacją…

Nie było z tym większego problemu. Startowałyśmy już w Chinach, choć akurat w Pekinie jestem po raz pierwszy. Co prawda wychodzenie na dwór nie jest szczególnie wielką przyjemnością - odczuliśmy to zaraz po przyjeździe, gdy smog i zanieczyszczenie powietrza dawały się we znaki, ale już ostatnie dwa dni nie były wcale takie złe. Po drugie zaś - przebywamy głównie w klimatyzowanych pomieszczeniach. Współczuję natomiast chodziarzom, kolarzom czy maratończykom - tym wszystkim, którzy kilka godzin spędzą, startując na otwartym powietrzu.

Podobno wioska olimpijska oferuje kobietom wszystko, co niezbędne na co dzień: salon kosmetyczny, fryzjerski. Korzystała i pani, w ramach relaksu po treningu?

Koleżanki korzystały. Ja „oddycham” nieco inaczej. Jakieś roztruchtanie, wizyta w sali fitness… Do fryzjera na razie się nie wybieram, bo chyba nie ma takiej potrzeby, prawda?

Prawda. Wygląda pani znakomicie!

I tak też się czuję. W ogóle - pomijając już dyspozycję sportową - jestem zachwycona atmosferą tu panującą. To są moje pierwsze igrzyska, fantastycznie czuć ten wielki optymizm panujący w wiosce. Ja wiem: zawody się jeszcze nie rozpoczęły, więc i nie ma wielkich przegranych. Być może z upływem czasu będzie się to zmieniać, ale na razie to wspólne przekonanie: „będzie dobrze” robi zdecydowanie największe wrażenie.

Jak jedzenie w wiosce olimpijskiej?

Jest fantastyczne, a wybór jest pełny. Oczywiście możemy jeść, ale nie wszystko i nie w dowolnych ilościach. Na pewno są wyśmienite warzywa w różnych postaciach, które można jeść w dowolnej ilości. Zresztą w szermierce nie musimy się jakoś specjalnie ograniczać, jeśli chodzi o wagę. Nie zazdroszczę bokserom, zapaśnikom czy dżudokom, którzy muszą o nią dbać.

Jest pani w tym szermierczym światku jedną z najwyższych zawodniczek. To pomaga?

Warunki fizyczne w naszej dyscyplinie nie mają aż tak wielkiego znaczenia. Albo inaczej - wysoki wzrost ma swoje plusy, ale ma i minusy. Duży zasięg ramion czasem się przydaje, z drugiej strony - większe jest pole trafień dla przeciwniczki (śmiech). Co ciekawe natomiast - wyższe ode mnie są tu na planszach przede wszystkim Chinki. A przecież ten naród nie uchodzi za szczególnie rosły.

Dariusz Leśnikowski z Pekinu / “Sport”
 
(Sport)

August 7th, 2008 by admin

Trener polskiej kadry kobiet w podnoszeniu ciężarów, Ryszard Soćko, w środowe popołudnie „męczarniom” swych podopiecznych na hali treningowej przyglądał się z boku. Pilnie jednak - jak się okazuje - śledzi nie tylko kolejne kilogramy, przerzucane przez Polki. Równie uważnie ogląda i to, co ze sztangą wyczyniają konkurentki jego dziewcząt.

Coraz bliżej inauguracji igrzysk, które - niemal tradycyjnie już - zaczynają zmagania dziewcząt na pomoście…

Taki już urok tego olimpijskiego programu. Z tego powodu któraś z naszych podopiecznych zawsze opuścić musi ceremonię otwarcia, nad czym z reguły bardzo bolejemy. Teraz nie będzie na niej Marzeny Karpińskiej. Zastanawiamy się nad Olą Klejnowską. Dwa razy była już na olimpiadzie, nigdy jednak w defiladzie udziału nie brała. Ostateczną decyzję podejmiemy w piątek, w zależności od pogody i jej samopoczucia.

Ostatnia faza przygotowań przebiega bez problemów?

Teraz już tak. Ale mieliśmy trochę kłopotów w siódmym-ósmym dniu pobytu tutaj.

To znaczy.

Dziewczyny były bardzo ospałe, osłabione. To od razu odbijało się na ich wynikach. Trochę nas to zaskoczyło. Zazwyczaj przy aklimatyzacji ten moment przychodzi w trzecim, czwartym dniu. Tym razem przyszło to z opóźnieniem. Ale już jest dobrze.

Dyspozycja fizyczna to jedno, emocje i stres - zupełnie co innego.

Faktem jest, że z dnia na dzień tych emocji - i tej atmosfery igrzysk - jest coraz więcej. Wioska olimpijska wreszcie się zaludnia, bo pierwsze dni - kiedy byliśmy w zasadzie jedynymi gośćmi - były bardzo niezwykłe.

Wróćmy do formy sportowej. Nasze starty inauguruje debiutantka, Marzena Karpińska…

Idzie jak burza - rzekłbym. Boli ją, narzeka, ale… idzie. We wtorek wyrwała 84 kg, pobiła rekord życiowy, podrzuciła 97 kg, 99 zarzuciła. Ale to wszystko trzeba powtórzyć na pomoście w warunkach startowych. A musi jeszcze o kilogram zredukować wagę. Nie jest to dużo, ale na pewno nie pomaga. Tyle że „Mała” ma żelazne nerwy, ona się niczym nie przejmuje. Potrafi zejść po próbie z pomostu, pytając: „trenerze, a ile tak naprawdę było na sztandze?”.

Jeżeli dziś marzymy o medalu w ciężarach kobiecych, wymieniamy jednak tylko jedno nazwisko: Klejnowska…

Ola też miała tutaj taki moment „przytłumienia”, osłabienia. Wróciła do równowagi, generalnie ten sezon ma bardzo dobry. Tyle że patrząc w tabele wyników, nie wygląda to dobrze na tle rywalek.

Do podium trzeba więcej niż na mistrzostwach Europy?

Oczywiście. Tutaj nawet 220 kg nie gwarantuje wysokiej pozycji. Będzie trudno, ale to taka dyscyplina. Spoglądamy czasem w trakcie treningu na te różne „monstra”, jakie pojawiają się w hali… Nie mamy sobie nic do zarzucenia, ale choćbyśmy trenowali i dwa razy więcej niż do tej pory, i tak nie będziemy mieć szans…

Brak „męskiej części” waszej ekipy nie doskwiera?

A to trzeba by dziewczyn pytać (śmiech). Na pewno nie możemy narzekać na brak dobrego towarzystwa. Mówię choćby o wieczornych spotkaniach przed polską misją w wiosce olimpijskiej, na które przychodzi kilkadziesiąt osób z różnych dyscyplin. Zresztą muszę przyznać, że generalnie bardzo mocno - i pozytywnie - zaskakuje mnie to, co tu zastałem.

Dariusz Leśnikowski z Pekinu / “Sport”
 
(Sport)

August 7th, 2008 by admin

Kto wymyślił proch? Chińczycy. A przy okazji to oni także wynaleźli sztuczne ognie. W czasie otwarcia Igrzysk XXIX Olimpiady zostaną użyte sztuczne ognie… z mikroczipami.

Podobno ostatni chiński Nowy Rok, który świętowany był „naszego” 7 lutego tego roku, bo obchodzony jest według kalendarza księżycowego, był próbą generalną i jedynie… rozgrzewką przed otwarciem pekińskich igrzysk. Próbą najwspanialszych fajerwerków, którymi gospodarze także chcą zadziwić świat. Bo sztuczne ognie są oczywiście kolejnym wynalazkiem Państwa Środka. To tysiąc lat temu jeden z chińskich alchemików, pracujący nad prochem strzelniczym - przy okazji - zmajstrował sztuczne ognie. Wprawdzie ceremonia otwarcia IO 2008 jest jedną z najszczelniej chronionych tajemnic - chociaż Koreańczykom udało się coś tam w tajemnicy sfilmować, co wzbudziło oczywiście prawdziwą wściekłość gospodarzy, bo wszystko co dziać się będzie na Stadionie Narodowym w Pekinie w dniu otwarcia igrzysk ma być dla świata niespodzianką - ale o olimpijskich fajerwerkach trochę się mówi. Widowisko ma być wspaniałe. Wszystko zostało opracowane oczywiście co do sekundy i zsynchronizowane komputerowo z muzyką. Sztuczne ognie będą miały wbudowane mikroczipy i dzięki temu układać z nich będzie można liczby, słowa , a nawet całe zdania. A magazyny, w których trzyma się owe fajerwerki są pod ścisłą ochroną i tylko cieszący się największym zaufaniem wiedzą, gdzie się znajdują.

Co jeszcze w czasie otwarcia będzie można zobaczyć? Wiadomo tylko, że od lat przygotowuje się do tego spektaklu 10 tysięcy ludzi i że zobaczymy fragmenty z 5 tysięcy lat historii Chin. Autorem tego widowiska jest jeden z najsłynniejszych chińskich reżyserów Hang Yimou, znany z takich filmów jak „Dom latających sztyletów” i „Hero”.
Data i godzina otwarcia Igrzysk XXIX Olimpiady wybrana została bardzo dokładnie. To 8.08.2008, godz. 8.08 wieczorem czasu miejscowego. Nagromadzenie ósemek nie jest przypadkiem. W Chinach to szczęśliwa liczba.

100 tysięcy kamer

Bezpieczeństwo uczestników igrzysk, to zawsze sprawa dla organizatorów najważniejsza. W Pekinie zainstalowanych zostało w tym celu 100 tysięcy kamer, a niektórzy twierdzą nawet, że jest ich trzy razy więcej. Dzięki opracowanemu przez gospodarzy zapisowi, dającemu możność rozpoznawania twarzy, stworzono cały system identyfikacji i bazę danych. System ten polega na specjalnym zapisie trójkąta twarzy, który tworzą oczy, nos i usta. Dzięki tym charakterystycznym znakom będzie można odszukać każdą twarz w owej bazie danych. Bazie, która spokojnie może pomieścić ładnych parę milionów, a jak twierdzą fachowcy, system ten jest tak pojemny, że może się w nim zmieścić cała światowa populacja. Tego rodzaju identyfikacja ma być stosowana głównie w dniach otwarcia i zamknięcia igrzysk, kiedy będzie najbardziej tłumnie.

Chińczycy opracowali także specjalny, komputerowy system, który jest w stanie wykryć i namierzyć pozostawiony, bezpański, niebezpieczny pakunek. Dokładnie przeszukiwane są wszystkie samochody wjeżdżające do miasta, pasażerowie pociągów i metra. W Pekinie rozlokowano ponad 30 tysięcy żołnierzy, a na ulicach są dalsze tysiące ochotników, obserwujących teren i wyszukujących najmniejsze nawet nieprawidłowości.

W hotelach i obiektach sportowych zainstalowane są specjalne bramki do wykrywania metalu, a jeśli ktoś zechce wnieść na trybuny butelkę z napojem, to musi liczyć się z tym, że porządkowi każą mu tego napoju spróbować. To tak, jak jest ostatnio przy wsiadaniu do samolotów. Szczelna, skuteczna ochrona nie tylko obiektów, ale także jedzenia i picia. Wszystkiego! W imię nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa „uziemiono” w Pekinie nawet tak popularne w tym kraju latawce i na czas igrzysk zamknięto w klatkach wszystkie gołębie, aby nie przeszkodziły przypadkiem lądującym samolotom. Na wszelki wypadek także w czasie ceremonii otwarcia wstrzymano nad Pekin wszelki ruch lotniczy.

To ma zapewnić spokój igrzysk. Dać bezpieczeństwo sportowcom i wielotysięcznej rzeszy wszystkich tych, których przyjazdu oczekuje się w stolicy Chin. Tylko na ten cel organizatorzy wydali ponad 6 miliardów dolarów!

Igrzyska przyciągają uwagę całego świata i dlatego w czasie ich trwania niebezpieczeństwo zamachów kilkakrotnie wzrasta. Najtragiczniejszy z olimpijskich zamachów miał miejsce w Monachium, w roku 1972. Świat pamięta o tej tragedii. Nim rozpoczęły się igrzyska, Chiny przeżyły przedolimpijski zamach. Doszło do niego w Kaszgarze, przygranicznym mieście na północno-zachodnim krańcu, w muzułmańskiej części kraju. Zginęło w nim 16 policjantów.

Laboratorium za 100 milionów

W Pekinie, w czasie trwania igrzysk, pracować też będzie największe w historii tej imprezy laboratorium antydopingowe. Zatrudnionych w nim będzie sto osób, a jego budowa i wyposażenie kosztowało 100 mln dolarów. Podobno znajdujące się tam urządzenia są w stanie wykryć każde, najdrobniejsze nawet oszustwo, bo świat chce wierzyć wreszcie w to, że wszystkie sportowe rekordy ustanawiane są bez farmakologicznego wspomagania. Na wszelki jednak wypadek w Pekinie przeprowadzonych zostanie, o 20 procent prób więcej, niż w Atenach, testów krwi i moczu. Badania będą robione bez uprzedzenia, a próbki do laboratorium wożone będę przez specjalnych, wyznaczonych do tego, zaufanych funkcjonariuszy, w specjalnie zabezpieczonych pojemnikach.
Walka z dopingiem w sporcie trwa bowiem od lat. Zaś tak spektakularne wpadki jak chociażby Kanadyjczyka Bena Johnsona w Seulu, powodują dalsze wzmożenie tej walki. Chociaż wiele mówi się o tym, że ta walka w policjantów i złodziei trwa nieustannie i nie zawsze górą są w niej policjanci.

Czy w Pekinie odnotujemy kolejną wpadkę? Czy ktoś będzie tak żądny sławy i pieniędzy, że zaryzykuje wielki blamaż, który obejrzy cały świat? Ale przecież wielu sportowców jest jednak gotowych zaryzykować zdrowie, a nawet i życie dla wymarzonego, olimpijskiego złota.

Lidia Nowakowa / “Sport”
 
(Sport)

August 7th, 2008 by admin

Prawdopodobnie zaledwie czterech graczy Ruchu będzie miało szansę ponownie zagrać w niedzielnych derbach przeciwko Górnikowi.

Mimo, że do pierwszego gwizdka sędziego pozostały już tylko trzy dni, wątpliwości i znaków zapytania w głowie słowackiego szkoleniowca Ruchu, Duszana Radolskyego, wciąż pojawia się wiele. - Sprawa wyjściowej jedenastki tak naprawdę rozstrzyga się w ostatniej chwili. Mam pewien plan, ale przecież wiemy, że kontuzje, choroby czy nagłe obniżki formy, to coś wpisanego w zawód piłkarza. Rolą szkoleniowca jest natomiast znalezienie tej optymalnej jedenastki i to zrobię - tłumaczy Duszan Radolsky.

Pilarz pewnym punktem

Słowacki szkoleniowiec nie powinien mieć żadnych kłopotów i wątpliwości przy obsadzie bramki Ruchu, w której od niedawna rządzi Krzysztof Pilarz. 28 letni golkiper Niebieskich, który zimą trafił na Cichą z Odry Wodzisław, w końcówce sezonu wywalczył miejsce usuwając w cień doświadczonego Roberta Mioduszewskiego. Pilarz w sparingach prezentował się zdecydowanie najlepiej i prawdopodobnie będzie jednym z pewniaków Radolskyego.

O wiele większe kłopoty zaczynają się przy ustawieniu linii obrony. Oczywiście wynikają one z kłopotu bogactwa, bo Ruch ma bardzo liczną kadrę. - Oczywiście wolę problem bogactwa niż braki w kadrze, ale to również nie jest prosta sytuacja. Muszę być zarówno trenerem ak i psychologiem. Chłopakom, którzy idą na trybuny, albo tym którzy siedzą na ławce trzeba to wytłumaczyć. Bardzo chciałbym, aby można było ich wystawić 30, ale UEFA raczej nie poprze tego pomysłu. Może gdyby chociaż można było ich wszystkich usadowić na ławce rezerwowych jak na mistrzostwach świata… - wzdycha Radolsky.

Boczni obrońcy to właściwie wielka niewiadoma. Po prawej stronie może zagrać kapitan Ruchu, Wojciech Grzyb, który prawdopodobnie odstąpi miejsce na prawej pomocy sprowadzonemu latem na Cichą Marcinowi Zającowi. - Nie ma dla mnie znaczenia gdzie zagram. Dostosuję się do wizji trenera, który znajdzie dla mnie miejsce na boisku. Inna sprawa, że opaska kapitańska nie daje mi abonamentu na grę w zespole Niebieskich i jak inni piłkarze Ruchu muszę walczyć o miejsce w składzie - podkreśla Grzyb. Zarówno na prawej jak i lewej stronie obrony może też znaleźć się Krzysztof Nykiel. Z lewej strony najpewniejszym kandydatem wydaje się być Tomasz Brzyski, choć ten piłkarz może także zagrać na lewym skrzydle. Pewniakami w obronie Ruchu wydają się natomiast być środkowi obrońcy: Grzegorz Baran i Ireneusz Adamski.

Wiążą nadzieje z Zającem

W Chorzowie spore nadzieje wiążą z pozyskanym latem Marcinem Zającem. Były pomocnik Lecha Poznań prawdopodobnie wybiegnie na boisko na prawym skrzydle, ale nie wolno zapominać, że Zając może również wystąpić w ataku. - Wiem, że oczekiwania wobec mojej osoby w Ruchu są wielkie, ale nie przeraża mnie to. Sam mam wobec siebie chyba jeszcze większe. Nie jestem zadowolony ze swojej postawy w sparingach. Miałem zaledwie kilka sytuacji strzeleckich, a do tego nie udało mi się zdobyć ani jednego gola. Wierzę jednak, że w spotkaniach o punkty będę grał na swoim, bardzo wysokim poziomie - podkreśla Zając. Z przeciwległej strony najprawdopodobniej zagra Piotr Ćwielong, który został wypożyczony zimą z Wisły Kraków i w rundzie wiosennej w jedenastu meczach strzelił dla chorzowian cztery gole.

Kłopotów nie powinno też być z obsadą trzech pozycji środkowych pomocników, bo najpewniej w takim ustawieniu Ruch rozpocznie nowy sezon. Wśród potencjalnych piłkarzy, którzy mogą wystąpić w derbach Śląska jest jednak nie tylko Michał Pulkowski, Marcin Nowacki i Gabor Straka ale także Maciej Scherfchen. Dotychczasowy pomocnik Lecha został jednak sprowadzony bardzo późno i nie zdołał wkomponować się w chorzowską jedenastkę, a jego forma ze spotkań sparingowych pozostawia wiele do życzenia.

Sprawdzane często w grach kontrolnych ustawienie 4-5-1, wskazuje na to, że w meczu z Górnikiem Ruch zagra jednym napastnikiem. Oprócz leczącego od dłuższego czasu kontuzję Remigiusza Jezierskiego, słowacki szkoleniowiec ma jednak do dyspozycji wszystkich napastników. Największe szanse na grę ma natomiast Martin Fabusz. W sparingach 32 letni Słowak raził nieskutecznością i słabą formą, ale trudno sobie wyobrazić, że Radolsky zaryzykuje i zdecyduje się na 21 letniego Marcina Sobczaka. Młody piłkarz pokazał jednak w ostatnim sparingu, że warto na niego stawiać i zdobył zwycięskiego gola w meczu z Piastem Gliwice.

Rafał Góral / “Sport”
 
(Sport)

August 7th, 2008 by admin

- Fani Dortmundu wynajęli samolot z transparentem „Jak chcecie zobaczyć mistrzowską paterę to przyjedźcie do Dortmundu”. Latała nad Gelsenkirchen. I to jest… fajne, bowiem w tej nienawiści nie ma tragedii, bijatyk, ludzkich dramatów. Chciałbym takich czasów dożyć w Polsce - wspomina Tomasz Hajto.

W niedzielę mieliście grać mecz trzeciej kolejki. Tymczasem dopiero zaczniecie sezon. Fajnie mieć dłuższe wakacje?

Jakie wakacje?! Miałem je dwa miesiące temu. Teraz mogłem się tylko wściekać, że ktoś za naszymi plecami podejmuje takie decyzje. Przeszkadza to kadrze, jest brakiem szacunku dla kibiców, którzy czują ogromny głód piłki i zakłóca prace trenerom oraz piłkarzom. Ja chcę, by dano mi szansę wykonywania mojego zawodu. Tymczasem organizacja, która reprezentuje ligę na to nie pozwoliła. To jakaś paranoja. Przecież ci panowie biorą za to pieniądze. Często większe niż zarobki piłkarzy. Odnoszę jednak wrażenie, że kompletnie sobie z obecnymi problemami nie potrafią poradzić.

Liga jednak zagra bez Lubina i Korony. Sprawiedliwość dziejowa?

Nie jestem prawnikiem, ale jeżeli komuś udowodniono winy to nie może być bezkarny. Szczególnie, że wcześniej kilka klubów kary poniosło. I żyją, Arka nawet wróciła już do ligi. Dla mnie wczorajsze decyzje były oczywiste, inne być nie mogły. Nie wyobrażałem sobie też, by pozostałe kluby miały składać się na pieniądze dla tych, którzy kupowali mecze. Doszlibyśmy do absurdu i cyrku. Biedne Polonia, Piast czy ŁKS, dla których milion to majątek, miałyby się składać na klub finansowany ze skarbu państwa?! Nikt nie wspomniał jeszcze o jednym problemie. Przecież praktycznie każdy piłkarz i i każdy klub mają podpisane regulaminy premiowania, wiele punktów jest w nich wyszczególnionych. Dla 16-drużynowej ligi. Przy jej powiększeniu te wszystkie zapisy byłyby niewiele warte.

Problemu nie ma, liga rusza… Górnik ma być w piątce. Będzie?

Wierzę, że tak. Skład mamy na pewno silniejszy niż w poprzednim sezonie. Klub sprowadził kilku, gotowych od zaraz do gry w pierwszej jedenastce piłkarzy. Wchodzimy na jakościowo inną półkę, ale trzeba to jeszcze pokazać na boisku. Piątka to cel minimum. Trudny do zrealizowania, ale realny. Myślę, że w dziś w lidze 5-6 klubów zaczyna na plus odstawać organizacyjnie, finansowo, a przez to także sportowo od pozostałych. W tym gronie wszystko jest możliwe, a jest w tym towarzystwie Górnik. Ca zadecyduje? Mecze bezpośrednie, które w poprzednim sezonie były naszą zmorą. Zlała nas cała czołówka. Teraz tak być nie może.

Na prezentacji zespołu padło zdanie „gramy o mistrza”.

Powiedział to prezes Szuster. A co ma powiedzieć? Wzmocniliśmy skład, klub zainwestował, trzeba podjąć walkę. Dziś mamy tyle samo punktów co Legia, Wisła i każdy inny klub. Górnik dekadę walczył na skraju egzystencji. Wyjeżdżałem z Zabrza i już zaczynało być trudno, wróciłem z zachodu po niemal dziesięciu latach i Górnik ligi trzymał się jedną ręką, będąc nad przepaścią. Dziś trzeba sobie stawiać coraz wyższe cele, nawet jeżeli są trudne do realizacji, bo Bayern i Real też nie zostały zbudowane w rok. Mamy być w piątce. To jest także miejsce trzecie, drugie…

O tytuł powalczą Legia z Wisłą?

Nie wiem. Raczej nie Legia. Osobiście w roli faworyta jej nie widzę, choć jestem pełen szacunku dla tego co robi Jasiu Urban, tak spokojnie prowadząc klub, który zawsze przypomina minę i w którym ciśnienie jest ogromne.

Lech?

Pompują, ale to normalne, kiedy ma się tysiące tak głodnych sukcesów kibiców i wspaniałą przeszłość. Przecież od tego nie uciekniemy też w Zabrzu. Proszę spojrzeć na tych ludzi przed kasami. Lech ograł nas w sparingu i był faktycznie o klasę lepszy, ale to było dawno temu. Grają dobrą piłkę, ale nie wiem dziś ile są warci.

Polska liga jest klasyfikowana około 30. miejsca w Europie. Liczby kłamią?

Przecież nie powiem, że to jest świetna liga. Gdyby taka była, Wisła nie grałaby wczoraj z Beitarem, a Lech nie jeździłby do Azerbejdżanu. Jest przeciętna, kilka klubów jest wręcz słabych, może nawet nie powinny w niej grać. Fajnie, że jest w lidze pięć śląskich klubów, ale dlaczego Polonia dostała licencję - tego nie wiem. Zaległości mają wobec piłkarzy ogromne. Fakt, że latem odeszło z ekstraklasy dwóch dobrych graczy, czyli Sikora i Dudka - wcale nie do wielkich klubów - pokazuje miejsce w szeregu. Z drugiej daje szansę na lekkie podniesienie poziomu. Majewski, Zahorski, Murawski… W lidze zostali, byli na mistrzostwach Europy, może podniosą jej poziom.

Dlaczego nie wyjechali?

Pewnie nie było chętnych. To dobrzy piłkarze, ale świat ma takich setki. Ktoś ich rok temu znał? Mają za sobą sezon dobrej gry. Tomek Zahorski nawet mniej, bo pół roku. Jeżeli teraz będą mieli udanych, kolejnych dwanaście miesięcy to piłkarski światek dostanie sygnał, że mamy do czynienia z graczami dobrymi i regularnymi. Tacy są w cenie. Gwiazdek jednej rundy nikt naprawdę dobry nie zdecyduje się sprowadzić.

Kto może być objawieniem Górnika?

Nie wiem. Chciałbym, żeby to była drużyna. Z jednym objawieniem celu, czyli gry w piątce nie zrealizujemy. Materiał jednak jest. Mamy też dobrą ławkę.

Nie każdy lubi na niej siedzieć.

Czy to grzech? Podoba mi się to co mówi trener Wieczorek. Jak siedzisz na ławce, czyli na dziś jesteś na swojej pozycji drugi, ale się poddasz i odpuścisz, to kiedy ten pierwszy nie będzie mógł grać, na boisko wyjdzie… trzeci. Każdy chce grać, ale w klubie walczącym o coś więcej niż przeciętność, ławka to często klucz do sukcesu. Mówiliśmy o walce o tytuł. Jeżeli nasze kluby awansują do fazy grupowej Pucharu UEFA, wtedy właśnie rezerwowi będą często musieli decydować o losach spotkań ligowych. Mnie ławki Legii i Lecha nie przekonują.

Może zdanie o derbach?

W końcu! Przecież gramy już w niedzielę.

Najbardziej pamiętne derby z Niemiec?

Były dwa takie mecze. W Gelsenkirchem prowadziliśmy w 16 minucie 2-0, straciliśmy Agaliego i skończyło się remisem 2-2. Było 63000 ludzi. W Dortmundzie potrafiliśmy wygrać 4-0. Kiedy są derby i kibice BVB jadą na mecz, nasze szaliki mają przywiązane do rury wydechowej. Nasi robili to samo. Gdy Schalke przegrało w doliczonym czasie gry mistrzostwo, fani Dortmundu wynajęli samolot z transparentem „Jak chcecie zobaczyć mistrzowską paterę to przyjedźcie do Dortmundu”. Latała nad Gelsenkirchen. I to jest… fajne, bowiem w tej nienawiści nie przekracza się pewnych norm. Nie ma tragedii, bijatyk, ludzkich dramatów. Chciałbym takich czasów dożyć w Polsce.

Ruch w poprzednim sezonie zalazł wam za skórę… Karny z „sufitu”, przegrana w Chorzowie. Na papierze mieliście skład lepszy.

W Zabrzu byliśmy lepsi, ich bramkarz nie musiał w ten sposób interweniować. A ile punktów sędziowie nam zabrali? W Chorzowie wygrali zasłużenie. Byli lepsi. Dziś też mają dobry skład. Będzie w niedzielę trochę dobrej piłki, ale ja z Ruchem nie przegrywam. W końcu na Śląskim nie grałem.

Pana derby?

Zagrałem chyba w ostatnim meczu, kiedy na Górniku brakło biletów i ludzie stali pod kasami. W marcu 1994 roku, za trenera Kostki, wszedłem na 45 minut jako boczny pomocnik. I dziś doczekam kolejnego takiego meczu.

Młodzi koledzy zdają sobie sprawę ze stawki?

Jak widzą ciągłą kolejkę przed kasą po bilety to nie mają wyboru. To musi do nich dotrzeć. Jeżeli nie, to znaczy, że się do Górnika nie nadają. Ci kibice wierzą, rozmawiają, płacą za bilet i chcą dzięki nam przeżyć niezapomniane 90 minut. Nasz psi obowiązek zrobić wszystko, by tak było.

Zaczyna pan ostatni rok gry?

Ten na pewno zagram, kolejny bardzo bym chciał. Wyniki badań mam świetne, w naszej lidze na pewno dam sobie radę. Pożyjemy, zobaczymy. I chciałbym dożyć czasów, kiedy w Polsce priorytetem stanie się praca z młodymi ludźmi. To temat rzeka. Czasami za wcześnie dostają wielkie pieniądze i głupieją. Fryzjer i fura zaczynają być ważniejsze od treningu i wylanego potu. Wiele zła robią menedżerowie. Najważniejsze jest jednak myślenie klubów. Jeżeli Jacek Bednarz mówi, że Wisła nie musi pracować z młodzieżą, bo gotowego piłkarza sobie kupi, to robi krecią robotę. Daje sygnał setkom chłopaków w Krakowie, którzy mają swoich idoli i chcą postawić na piłkę, a nie palić, pić i włóczyć się po mieście, że nie są klubowi potrzebni. Tak się nie robi.

Dariusz Czernik / “Sport”
 
(Sport)

August 7th, 2008 by admin

Człowiek takiego formatu, przy jego wiedzy, miłości do piłki i moralności, byłby zbawieniem. Doświadczenie menedżerskie Bieleckiego pozwoliłoby mu zbudować zespół, który prowadziłby PZPN jak giełdową spółkę - przyznaje minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki.

Kogo proponuje Pan na prezesa PZPN? „Miasto” huczy od plotek. Mówi się o Piotrze Nurowskim, którego miejsce w PKOl zająłby Adam Giersz…

Wszystko może być racjonalne pod warunkiem, że zajdą odpowiednie okoliczności. Adam Giersz ma wyjątkowe zadanie – przygotowuje ustawę o sporcie, która ma służyć przez wiele lat. Współpracuje się z nim, jako szefem mojego gabinetu politycznego i zespołu doradców, wyjątkowo dobrze. W stosunku do poprzednich szefów resortu stoję przed wyjątkowym wyzwaniem – od priorytetu Euro 2012 po uregulowania zarządzania sportem.

Odnośnie PZPN mówi się także o senatorze PO Antonim Piechniczku – ponoć Pana faworycie, o Grzegorzu Lacie, Henryku Kasperczaku…

Z tej trójki najlepszy byłby chyba Piechniczek. Ale marzy mi się, żeby to był człowiek innej generacji i spoza skompromitowanego futbolowego środowiska.

Na fotelu prezesa PZPN zasiądzie jesienią Jan Krzysztof Bielecki?

Człowiek takiego formatu, przy jego wiedzy, miłości do piłki i moralności, byłby zbawieniem. Doświadczenie menedżerskie Bieleckiego pozwoliłoby mu zbudować zespół, który prowadziłby PZPN jak giełdową spółkę. I dzięki temu ta mogłaby się stać nawet pięć razy bogatsza, co rzutowałoby na rozwój całej dyscypliny.

Zarządzająca rozgrywkami Ekstraklasa SA w obecnej formule jest, niestety, tworem rodem z twórczości Mrożka? Na drugiej szali jest chory PZPN…

Mamy do czynienia z problemem większym niż się wydawało. Struktura powiązań wewnątrz PZPN, na różnych poziomach, jest silna i zdominowana przez pewną grupę ludzi, która nie toleruje i nie dopuszcza „świeżej krwi”. Jeżeli ktoś ma postawione zarzuty prokuratorskie, a wygrywa dalej, to znaczy, iż całe środowisko niczego nie zrozumiało. Ja nie mówię, że jeśli ktoś nie ma wyroku, to jest winny. Jestem legalistą, ale nie ma ludzi niezastąpionych. Trzeba zastanowić się, co ludzie, którzy wybierać będą władze PZPN i Ekstraklasy SA, musieliby podpisać – jako gwarancję – że będziemy mieć do czynienia z ludźmi uczciwymi. Trzeba znaleźć ostrą formułę takich deklaracji o ostrych konsekwencjach w przypadku ich złamania.

Euro 2012 to dla Pana wyzwanie, przyjemność, czy nieszczęście?

To prawdziwe wyzwanie cywilizacyjne i dług, który spłacamy wobec naszych dzieci. Nie możemy sprawić, aby grały na jeszcze gorszych klepiskach niż my. Euro 2012 to cywilizacyjna szansa dla Polski. Ważne, że mamy wyznaczony termin i nie da się go przesunąć. Trzeba maksymalnie dużo zrobić. Mógłbym się założyć, że gdyby nie Euro, to w Polsce przynajmniej 50 procent tych inwestycji, które wykonamy, nie powstałoby. A tak mamy mobilizację. Przejąłem zadanie po poprzednim rządzie przyjmując je z dobrodziejstwem inwentarza. Gdy jako szef sejmowej Komisji Sportu rozmawiałem z prezesem Listkiewiczem, aby Euro 2012 zorganizować z Czechami, to on forsował Ukrainę. Nie wydawało mi się to rozsądne, ale czas pokazał, że Kijów stał się jakże mocną stroną projektu.

“Trybuna”
 
(Trybuna)

August 7th, 2008 by admin

Piłkarzom brakuje charakteru, siły przebicia, a trenerzy nie są rozliczani z tego, czy zawodnik się rozwija, tylko z wyniku. Dopóki to się nie zmieni, polska młodzież od tej zagranicznej będzie dużo starsza - twierdzi Rafał Ulatowski, asystent Leo Beenhakkera.

We Wronkach zorganizowano konsultację dla młodych zawodników z polskiej ligi, tymczasem przyjechali nawet 24-letni piłkarze. Podoba się panu takie rozumienie młodości?

Dla mnie młody piłkarz to był Wayne Rooney, który debiutując w Evertonie, w meczu z Arsenalem strzelił gola Davidowi Seamanowi. Miał wtedy 16 lat. Tyle samo, co Włodzimierz Lubański, kiedy pierwszy raz zagrał w reprezentacji Polski. Nie wiem, dlaczego teraz nie ma takich zawodników, nie wiem czy winić za to ich samych, czy może trenerów, którzy boją się na nich stawiać. Piłkarzom brakuje charakteru, siły przebicia, a trenerzy nie są rozliczani z tego, czy zawodnik się rozwija, tylko z wyniku. Dopóki to się nie zmieni, polska młodzież od tej zagranicznej będzie dużo starsza.

Denerwuje się pan, gdy słyszy, że tak naprawdę został pan jego asystentem tylko dlatego, że dobrze zna angielski?

Nie przejmuję się tym, bo wtedy przypominam sobie rozmowę z selekcjonerem, w której wyjaśnił mi, dlaczego taką propozycję dostaję ja, a nie kto inny. Powiedział, że mam oczy szeroko otwarte i dobrze odrobiłem swoją pracę domową. To chyba zresztą jedno z jego ulubionych powiedzeń. Nie pytałem Beenhakkera, czy to on mnie chce, czy też jestem na liście PZPN, nie pytałem, kto jest moim rywalem. To nie są rzeczy, na które mam wpływ, a z Beenhakkerem rozmawia się tylko o konkretach i za to go uwielbiam. Kiedy odwołano nam kolejkę ligową, nie załamywaliśmy rąk. Szybko się spotkaliśmy, uznaliśmy, że narzekanie nic nie zmieni, i stwierdziliśmy, iż trzeba zobaczyć tak wiele sparingów jak się da. Jestem przeciwnikiem gdybania w futbolu, nienawidzę tego.

We Wronkach widział pan, jak Beenhakker musiał mówić piłkarzom choćby to, że podając piłkę na pięć metrów, nie warto podawać górą. To chyba wstyd, że tego nie wiedzieli?

To taka „oczywista oczywistość” i rzeczywiście reprezentantów Polski nie powinno się tego uczyć, ale z drugiej strony może i dobrze, że jest człowiek, który nie wstydzi się im tego przypomnieć. Beenhakker mówi, że gdyby Radek Majewski urodził się w Holandii, dziś byłby drugim Rafaelem van der Vaartem… Wydaje mi się, że powoli dojrzewamy, żeby już przestać mówić o konieczności zmiany systemu szkolenia. Trzeba go wreszcie zmienić.

“Rzeczpospolita”
 
(Rzeczpospolita)

August 7th, 2008 by admin

Piłkarze Wisły Kraków zrobili to, co powinni już tydzień temu. Pokazali Beitarowi Jerozolima, że w piłce nie liczą się tylko pieniądze. Rozbili mistrza Izraela, a o Ligę Mistrzów zagrają z FC Barceloną - pisze “Gazeta Wyborcza”.

Wisła Kraków zrewanżowała się Beitarowi za porażkę w Jerozolimie i zwyciężyła 5:0 po bramkach pięciu różnych piłkarzy. Wisła miała szczęście, trafiając na słabego przeciwnika, ale zagrała jak niepolska drużyna – atakowała, walczyła i pracowała z takim samym zaangażowaniem przy wyniku 0:0, jak i wtedy, kiedy prowadziła 4:0. Niektóre akcje mistrzów Polski były wyjątkowo ładne, urozmaicone, przeprowadzane w szybkim tempie - czytamy w “Rzeczpospolitej”.

To był naprawdę magiczny wieczór w Krakowie – Wisła rozegrała najlepsze spotkanie za kadencji Macieja Skorży i zasłużenie pokonała Beitar Jerozolima aż 5:0. Zawodnicy Białej Gwiazdy imponowali przede wszystkim w pierwszej połowie, kiedy popisali się 75-procentową skutecznością - donosi “Przegląd Sportowy”.

Wisła Kraków marzyła o tym, by zagrać z wielką Barceloną. Żeby zmierzyć się z Katalończykami, musiała najpierw rozprawić się w rewanżowym meczu z Beitarem. W Jerozolimie “Biała Gwiazda” przegrała 1:2, u siebie było o wiele lepiej. Wisła pokonała drużynę z Jerozolimy aż 5:0 - pisze “Dziennik”.

Spotkanie z mistrzem Izraela Beitarem Jerozolima było dla Wisły grą nie tylko o awans do trzeciej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Także potyczką o dalszą przyszłość zespołu i jego plany organizacyjno-personalno-sportowe - pisze “Polska The Times”.
 
(wp.pl / Prasa)

August 7th, 2008 by admin

Trybunał Arbitrażowy przy PKOl oddalił odwołania klubów z Kielc i Lubina. Ich degradacja do I ligi została utrzymana. Nie jest jeszcze wyjaśniona sprawa Widzewa.

– Bardzo się cieszę z decyzji trybunału przy PKOl, ponieważ potwierdza ona racje PZPN w walce z korupcją. Środowe decyzje usuwają ostatnie przeszkody utrudniające rozpoczęcie rozgrywek. Zaczynamy w piątek. Pozostaje jeszcze sprawa Widzewa. Trybunał nie może już zmienić swojej decyzji o uchyleniu degradacji, więc po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia PZPN zaskarży ją do Sądu Najwyższego. W tym sezonie Widzew będzie grał w pierwszej lidze, ale jeśli SN uzna nasze racje, w przyszłym roku może zostać zdegradowany.

Ekstraklasa SA podjęła decyzję, zgodnie z którą zmieniona została numeracja kolejek rozgrywek. Najbliższa, rozpoczynająca się w piątek, nosić będzie numer 1, a nie 3. Wyznaczono także terminy na rozegranie zaległych meczów. Zaplanowane na 25 – 27 lipca odbędą się 30 października i 2 listopada. Te z 1 – 3 sierpnia rozegrane zostaną 11 i 12 listopada. Pierwszy raz mecze transmitowane będą w trzech różnych stacjach. Prawami do ekstraklasy podzieliły się Canal+ i Telewizja Polska SA. Od piątku na rynku pojawi się też nowa stacja – Orange Sport, utworzona przez Telekomunikację Polską.

“Rzeczpospolita”
 
(Rzeczpospolita)

August 7th, 2008 by admin

Rozstawiony z numerem drugim
Hiszpan Fernando Verdasco przegrał z Francuzem Florentem Serrą
2:6, 6:7 (4-7) w drugiej rundzie tenisowego turnieju ATP Tour na
twardych kortach w Los Angeles (z pulą nagród 475 tys. dolarów).

Z zawodami pożegnał się również inny hiszpański zawodnik -
Feliciano Lopez (4), który został pokonany przez Niemca Denisa
Gremelmayra 7:5 7:5.

W czwartek rozstawiony z jedynką Amerykanin Andy Roddick spotka
się z Serbem Dusanem Vemiciem, a Argentyńczyk Juan Martin del
Potro (3) zagra z Włochem Andreą Stoppinim.

Wyniki meczów drugiej rundy:

Florent Serra (Francja) - Fernando Verdasco (Hiszpania, 2) 6:2, 7:6 (7-4)
Denis Gremelmayr (Niemcy) - Feliciano Lopez (Hiszpania, 4) 7:5, 7:5
Marat Safin (Rosja, 5) - Wayne Odesnik (USA) 6:3, 6:2
Mardy Fish (USA, 6) - Vince Spadea (USA) 6:7 (5-7), 6:1, 6:0.
 
(PAP)

adwokaci rheass medale praca trjmiasto duchy z mrocznej knieji SErr:128 SErr:128
Using Soccer Wordpress Theme by Free Bets. Powered by Wordpress.